 |
 | Dowiedz się, kim jestem - Rudolf Hess |
|
 |
Wysłany: Sob 1:25, 06 Sty 2007 |
|
|
Chudy_Ed |
|
|
|
Dołączył: 11 Mar 2006 |
Posty: 486 |
Przeczytał: 0 tematów
Pomógł: 4 razy Ostrzeżeń: 3/7
|
Skąd: Warszawa |
|
|
 |
 |
 |
|
„(...)Wiele ludzi, w tym ja, nie dopuszczało do myśli, że ktoś może być lepszy, siedząc przed komputerem byłem jak zakompleksiony człowiek, gotowy zabić kogoś za samo stwierdzenie, że śmie mnie pokonać (...)”
Mój rozmówca
[link widoczny dla zalogowanych]
Chudy_Ed : Dzień dobry.
Rudolf Hess : Witam.
Chudy_Ed : Na początek kilka słów o sobie - kim jesteś, gdzie mieszkasz, co robisz w chwili obecnej, czym się interesujesz?
Rudolf Hess : Nazywam się Robert, mam 23 lata, obecnie mieszkam w Gdańsku, gdzie studiuje na pierwszym wydziale lekarskim na Akademii Medycznej. Interesuje się głównie moimi studiami (nie mam wyboru),które pochłaniają ok. 90% mojego czasu, zaś wolny czas staram się poświęcić na granie.
Chudy_Ed : Akademia Medyczna - bardzo trudne studia, nie dziwię się, że "zjadają" one większość Twojego czasu. Czy czujesz się lekarzem z powołania, czy też pójście na tę uczelnie to kwestia zainteresowania, a może przypadku?
Rudolf Hess : Matka, ojciec, ojciec ojca i jego ojciec, wszyscy byli lekarzami. To tradycja ale, pewna nutka powołania również jest w tym zawarta. Bez tego nie dasz rady. Tu musisz lubić to, co robisz. To najdłuższe, 6-letnie studia i bez zainteresowania tym kierunkiem, już po pierwszym semestrze można pakować walizki. Początkowo miałem iść na prawo, jednak cos się we mnie obudziło w klasie maturalnej, i tak już zostało.
Chudy_Ed : Hehe trochę dziwnie by to wyglądało - całą rodzina lekarzy, a tu Robercik zostaje np. płetwonurkiem albo operatorem wózka widłowego. Byłeś swoiście naznaczony, nie oszukujmy się Swoją przyszłość wiążesz z pracą w Polsce, czy tak jak większość młodych ludzi zamierzasz wyemigrować na Zachód?
Rudolf Hess : Wykształcenie każdego lekarza kosztuje państwo pół miliona złotych, jestem coś winny krajowi za to, ze daje mi możliwość darmowej nauki, na jednym z najwyższych na świecie poziomów. Wiążę przyszłość raczej z pracą w kraju. Posiadam jednak wszystkie możliwe certyfikaty z języka angielskiego, i nie ukrywam, że kusząca jest praca na takim stanowisku ,np w Szwecji czy Wielkiej Brytanii. Roczna dochód lekarza w tych krajach jest porównywalny z polską wygraną w totolotka, tak więc nie ukrywam, że mnie korci. Ale to jeszcze daleka przyszłość. Jestem dopiero na półmetku, bo na trzecim roku.
Chudy_Ed : Masz stuprocentową rację. Jednak swoją drogą, mimo tego wykształcenia i przygotowania do zawodu, państwo później proponuje wręcz niewyobrażalne do normalnej egzystencji warunki. Swojej pensji często nie otrzymujesz, bo twoimi pieniędzmi gospodaruje znajdujący się na skraju bankructwa szpital, starający się stanąć jako tako na nogi. Z drugiej strony rysuje się wizja nawiązania, choć w mniejszym stopniu, do wspomnianych przez Ciebie krajów wysoko rozwiniętych - działalność w sektorze prywatnym Służby Zdrowia. Jednak raczej nie o tym marzy prawdziwy lekarz, posługujący się przysięgą Hipokratesa...
Rudolf Hess : Niby coś się w służbie zdrowia poprawia, wolno, ale zawsze. Myślę, że gdy skończę studia, w 2010 roku, warunki pracy i wynagrodzenie będzie choćby porównywalne do tych, które są w innych krajach UE.
Chudy_Ed : Miejmy nadzieję, że tak będzie. Nie oszukujmy się, w Polsce kształcą się jedni z najlepszych profesjonalistów na świecie. Teraz, kiedy wielu specjalistów opuściło Polskę w poszukiwaniu chleba, polski rząd chyba zrozumiał, do czego tak naprawdę doprowadził. Stąd zapewne te podwyższone stawki dla lekarzy. Tak więc wszyscy mamy nadzieję, że pozostaniesz w ojczyźnie i przekonasz do takiego działania kolegów i koleżanki z wydziału
Rudolf Hess : Również mam taką nadzieję i tego właśnie życzę sobie i im.
Chudy_Ed : Wspomniałeś o graniu. Masz na myśli zapewne e-gaming, czy może mnie zaskoczysz?:>
Rudolf Hess : Myślę, że cię zaskoczę. Owszem, dużo grałem, także online, głównie w Medal of Honor i Quake 3 Arena. Jednak moją prawdziwą pasją są konsole. Zaczynałem od Atari w 1989, mając 6 lat. Potem było Commodore 64, wreszcie Amiga i 8 bitowe Nintendo, w Polsce znane jako Pegasus. Jednak na dobre zaczęło się w 1995 roku, kiedy pojawił się cud japońskiej techniki - Playstation. Grałem tak intensywnie, że w1997 roku miałem podejrzenie padaczki od migających na ekranie świateł (he he...). Musiałem przestać grać ze względów zdrowotnych. Wróciłem do grania jednak już po 12 miesiącach, dokupując Nintendo 64. Potem był Dreamcast Segi, następnie PS2. Teraz czekam na PS3 i Wii. Nie wspominam nawet Xboxa, bo nienawidzę Microsoftu hehe. Wszystkie konsole mam do dziś i traktuje je jak rodzinę.
Chudy_Ed : No no, w swoich rozmowach granie kojarzy mi się tylko z piecem, a tu proszę Miłe zaskoczenie :p Hehe sam pamiętam, jak nabyłem u ruskiego na bazarze jakąś tam przeróbkę Pegasusa. Co się wtedy działo przed moim telewizorem, można sobie tylko wyobrazić. Świątek, piątek czy niedziela, a ja śmigam. W Contrę, Goal 3 i takiego śmiesznego gostka, co rzucał bumerangami (i te kody zapisu na plansze, ile ja się napłakałem, jak nie zdążyłem ich zapisać albo odnotowałem je źle) Widzę, że mam do czynienia ze specjalistą. Która gra na PS przekonała Cię do siebie najbardziej?
Rudolf Hess : Z gier na Playstation pokochałem serię Final Fantasy, Resident Evil, Tomb Raidera, Silent Hilla, Crasha Bandicoota. Jednym słowem mówiąc, najlepszą śmietankę, złote przeboje wspaniałych czasów tej konsoli. No i dodam jeszcze do gier, które najbardziej mi utkwiły w pamięci oczywiście pierwszą część Medal of Honor, według mnie najlepszą, z niepowtarzalnym, nieśmiertelnym klimatem.
Przez siedem miesięcy współpracowałem z pismem Secret Service, pisząc opisy do gier dla małego działu, poświęconego konsolom. Bo, jak wiecie, była to gazeta dla pecetowców. Pisałem tez recenzje dla Śp. już pisma Gambler. Starzy gracze na pewno pamiętają.
Chudy_Ed : Hoho, rzeczywiście, wymieniłeś same perełki. Ale dziwi mnie brak w tym gronie jakiejkolwiek bijatyki. Rodzaju gier, którego tak brakowało i brakuje na PC.
Rudolf Hess : Owszem, uwielbiałem Tekkena, Soul Blade’a , ale zawsze zazdrościłem posiadaczom Segi Saturn serii Virtua Fighter. Nie wymieniłem bijatyk, ponieważ gustuje w tak zwanych bijatykach chodzonych. Nieśmiertelne tytuły na Pegasusa, takie jak Double Dragon czy Final Fight, to jest to. Owszem, klasyczne bijatyki 1 na 1 tez lubię, jednak nic nie zastąpi rozgrywki na ulicy, z kolegą u boku, obijając ryje różnym menelom hehe. Tak, to było to.
Chudy_Ed : Jednym słowem mówiąc - konsole to Twój żywioł. Jednak w pewnym momencie na Twoim horyzoncie pojawił się komputer, inaczej nie rozmawialibyśmy teraz. Czego w piecu szukał tak zagorzały fan konsol? Od wielu lat trwa zagorzały spór obu zwolenników, nie wierzę, że zdradziłeś swoich dobrowolnie.
Rudolf Hess : Wojny pomiędzy konsolowcami a pecetowcami kiedyś były bardzo zajadle, teraz wygląda to trochę inaczej, ze względu na pojawienie się Internetu i niejako niezbędności komputera w domu. Tak było tez ze mną, komputer początkowo był pomysłem rodziców, nie chciałem o tym słyszeć i szczerze mówiąc balem się peceta w mieszkaniu jak złodzieja. Okazało się, że nie taki diabeł straszny. Wciągnął mnie świat gier on-line, a szczególnie jednej, dobrze wiemy jakiej. Wyciął mi prawie 6 lat z życia, i pomimo że już nie grywam on-line z braku czasu, tamte czasy wspominam jako jedne z najlepszych.
Chudy_Ed : Takim sposobem doszliśmy do tematu - rzeki dla Rudolfa Hessa : Medal of Honor. Skąd pomysł na spędzanie czasu przy odgłosach karabinów maszynowych i hukach wkoło latających bomb?
Rudolf Hess : Jak już pisałem, miałem iść na prawo, bardzo interesowałem się historią, szczególnie drugiej wojny, poza tym zainspirowała mnie pierwsza część Medala na Playstastion. Moja przygoda z Allied Assault zaczęła się w 2001 roku. Oficjalna premiera Medala na świecie to styczeń 2002. Grę posiadałem już w październiku 2001 roku, podejrzewam, że była to jedna z pierwszych kopii w naszym kraju. Miała ślady próby spolszczenia jej przez jakiegoś wietnamskiego uchodźcę, jednak z tragicznym skutkiem. Jestem przekonany, że jestem najstarszym stażem graczem w Polsce. Dzięki uprzejmości firmy z Olsztyna, postawiłem pierwszy server w Polsce. Przez pierwsze 3 tygodnie istnienia tego servera, było tylko jedno wejście, mianowicie ze Stanów Zjednoczonych. Gracze w Polsce wtedy jeszcze nie istnieli. No a potem wiadomo, zaczęło się rozkręcać...
Chudy_Ed : W najśmielszych oczekiwaniach nie przypuszczałem, że trafię do pioniera MoH w Polsce. Jak wyglądały Twoje pierwsze potyczki z graczami AA?
Rudolf Hess : poziom był bardzo wyrównany, miałem trochę doświadczenia z Quake 3, a Medal to gra robiona właśnie na silniku Quake'a i firmy ID Sofware. Miałem tę przewagę, że znałem setki komend prawie na pamięć, co ułatwiało "custom'izację" gry. Wtedy takie rzeczy dopiero raczkowały i nikt nie wiedział, co to jest rate czy maxpackets. No ale to już nie moja wina hehe. W AA byli lepsi i gorsi gracze, jednak nigdy tam nie triumfowałem tak jak w Spearheadzie. W AA grałem jako samotny jeździec, nie zrzeszony z żadnym klanem(były próby wstąpienia do Titan Squad, najstarszego klanu w Polsce, ale nie wyszło z przyczyn których nie będę wyjaśniał). W AA zabawiłem do momentu pojawienia się SH. Potem wracałem już na server Allied Assault jako Doktor Koziełło, ale to już osobna historia i raczej nie ma się czym chwalić bueheh (dla ciekawości [link widoczny dla zalogowanych])
Chudy_Ed : haha widzę, że mąż pani Surmacz ownował w AA, i to tak bez żadnych wątpliwości. Czy innych graczy nie dziwiło, że namiętnie zabijasz własnych kompanów na froncie?
Rudolf Hess : Byli wręcz zachwyceni. Witali mnie na serverze wierszem i prozą, cytatów tych jednak nie będę tu nawet wymieniał haha. Można powiedzieć, że spędzałem im sen z powiek. Jak dobrze wiemy nie było początkowo modów do AA, a i system kickania w pierwszej części Medala pozostawiał wiele do życzenia, tak wiec mieli nad czym się głowić. Dostawałem nawet groźby od firmy stawiających servery za ich dobijanie, bo zazwyczaj po krwawym dniu na serverze (powiedzmy -800), na koniec wpisywałem magiczną komendę, która wyłączała server i dopiero administrator mógł go włączyć na nowo. Oczywiście, nie chwalę się tym. Dziś, jak o tym myślę, to wydaje mi się, że byłem na lekach. Byłem po prostu wrednym skurwysynem hehe. Ale się zmieniłem(na prawdę!)
Chudy_Ed : O tym, czy się zmieniłeś, pogadamy za jakiś czas:) W każdym razie, w AA nabyłeś umiejętność bezbłędnego strzelania w plecy kolegom z drużyny. Pojawił się SH i również we wspomniany wcześniej sposób zaczynałeś podboje serwerów tego dodatku do MoH?
Rudolf Hess : Nie, w SH zacząłem grać już na poważnie. Pokochałem TDM i do dziś uważam to za mój flagowy tryb, pomimo ze założyłem najstarszy klan w SH, który jest klanem obj. To jednak nie był mój pomysł. Ale ludzie to polubili i tak zostało. Można powiedzieć, że klan HEROES to koniec mojej kariery w TDM. Pierwsze kroki stawiałem na serverach zagranicznych, grając TDM bez realizmu. Rok 2003 to był mój rok, i wtedy rodziła się polska scena SH. Pojawił się Delt4, z którym mimo że się nie lubimy chyba do dziś, ,można powiedzieć, że razem pchnęliśmy życie w TDM w Polsce. Nasze niezapomniane pojedynki do dziś tkwią mi w głowie. Niestety, z czasem przekwalifikowałem się na TDM realism, który bardzo polubiłem i tak już zostało. Owszem, w realizmie nie miałem sobie równych, jednak po nieobecności w real off nie dawałem już rady nowym, którzy właśnie się pojawili. Tam Delt4 przejął prym, i tak już zostało. Jest to jedyny gracz, którego szanuje ze starej ekipy Arena Cafe TDM all off.
Chudy_Ed : Znany jesteś polskiej scenie jako Rudolf Hess. Czy miałeś wcześniej jakieś nicki czy od razu startowałeś jako drugi następca Adolfa Hitlera?
Rudolf Hess : w Allied Assault grałem pod nickiem Kam!Kaze i The Patriot, w Spearheada zacząłem jako Rudolf Hess i tak już zostało do dziś. Zmiana nicka dziś nic już by nie dała. Każdy rozpozna mnie na serverze, a ja i nie mam powodów do ukrywania się. Dziwią mnie gracze, którzy zmieniają nicki średnio 15 razy w ciągu kariery. Często na serverze widzę ludzi, którzy się ze mną witają, a ja pierwszy raz ich widzę. Po krótkiej rozmowie okazuje się, że to starzy wyjadacze z czasów Old School. No ale to ich wybór, może mieli coś na sumieniu i napsocili, więc postanowili grać incognito. Ja dźwigam wszystkie swoje zasługi, błędy i brudy pod jednym nickiem od początku kariery.
Chudy_Ed : Przejdźmy do samej gry. Jak w Twoich oczach wyglądały rozgrywki na serwerach publicznych, jak i klanówki? Mam tu na myśli początki i czy przez lata Twojej kariery sposób gry ewoluował w pewien znaczny sposób?
Rudolf Hess : Jesli chodzi o rozgrywki na publikach, to bez nich nie istniał by Medal w Polsce. Publiki były to miejsca, gdzie wszyscy się poznawaliśmy, uczyliśmy się grać, powstawały pierwsze przyjaźnie, koalicje i kosy. Jeden drugiego czegoś uczył, inni starali się grać swoim niepowtarzalnym stylem. Początkowy styl gry w TDM to było cos pięknego. Wszyscy biegali i pięknie walczyli, bawiąc się w najlepsze. Z czasem niestety pojawiła się plaga camperstwa i rzecz, która zniszczyła Medala, czyli podejrzenia o cheatowanie. Nie ukrywam, byłem osobą chyba najbardziej nieufną. To rodziło wieczne konflikty i kłótnie. Wiele ludzi, w tym ja, nie dopuszczało do myśli, że ktoś może być lepszy, siedząc przed komputerem byłem jak zakompleksiony człowiek, gotowy zabić kogoś za samo stwierdzenie że śmie mnie pokonać. Jeśli natomiast chodzi o styl gry, to ewoluował on przez lata. Gra stała się bardziej dynamiczne i intuicyjna, pogoń za fragiem, ciągle stres i mokre ręce na klawiaturze. Camperzy byli tępieni, nie tolerowano bugów, TDM rozwijał się w najlepsze, aż w końcu cos się zmieniło i gra zaczęła podupadać.
Chudy_Ed : Czy pod ową zmianą kryje się włączenie realizmu?
Rudolf Hess : Myślę, że aż tak wielkiego znaczenia to nie miało. Istniały klany zarówno real off, jak i on. I raczej nie było konfliktów, kto naprawdę triumfuje. Pamiętam nawet, jak kiedyś rozmawiałem z Deltą, gdzie wyjaśniliśmy sobie, kto jest lepszy w jakim trybie. On pozostał wierny starej szkole, ja poszedłem inną drogą. Medala powiedzmy sobie szczerze dobiły cheaty i konflikty z nimi związane. Początkowo grało się na screeny. To była parodia i pole popisu dla cheatowania. Potem pojawiło się DMW, ale tez początkowo pozostawiało wiele do życzenia, chodzi i do dziś nie ma systemu doskonałego zabezpieczenia. Zanim jednak cheatowanie stało się bardzo pospolite, Medal of Honor był czymś wspaniałym, zimowe wieczory, mróz i śnieg za oknem, a ty z internetowymi przyjaciółmi prowadzisz wojnę z innymi graczami. Współpraca, teamwork i ciągłe doskonalenie skilla. To było coś pięknego.
Chudy_Ed : Rzeczywiście, spotykam się z wieloma opiniami, że za dawnych czasów ta gra miała wszystko - wspaniałych graczy, dobrą atmosferę na serwerach, brak cheatów. Nie sądzisz jednak, że wśród tych, których uważałeś za b. dobrych graczy, nie znajdowali się ludzie jadący na dopałkach?
Rudolf Hess : Byli tacy, wszyscy dobrze o tym wiemy. Każdy wie o kim mówię, nie chcę wymieniać tych pro skillerów z nicków, bo znowu będzie awantura, a ja już jestem za stary na to. Co dziwne, ufałem i ufam Delcie, mimo ze wiele razy wyzywałem go od cheaterów, ale taki już jestem. Natomiast są niezbite dowody na to, ze wiele legend i mega kozaków to zwykłe rury na haxach, które po pojawieniu się DMW skończyły karierę. Ale powiem ci coś szczerze, nie ma gracza, który nie grał na cheatach, jeśli ci to powie, to kłamie. Każdy grał choćby dla sprawdzenia jak to jest, dla samego testowania. Sam mam global bana na jedno z kont DMW za testowanie bypassa. Przyznaje się do tego dlatego, że za stary jestem na jakieś bajki i kłamstwa. Nie była to oficjalna wojna, tylko pojedyncze wejście na publik, ale cheat liczy się jako cheat i jest plama i hańba na moim nicku. Niestety, człowiek nie jest doskonały
Chudy_Ed : W takim razie w jakich okolicznościach nastąpiło Twoja zakończenie kariery?
Rudolf Hess : W 2005 roku miałem 8 miesięczną przerwę w grze, przedtem grałem już głównie tylko obj, nie brałem czynnego udziału w wojnach TDM. Nigdy nie wróciłem do dawnej formy, mimo wielu prób i mimo że z Sebą z HEROES szło nam na prawdę dobrze w duecie, to już nie było to. Potem było trochę problemów w HEROES, zostałem wyjebany z klanu, który stworzyłem. Szybko wróciłem, ale mój autorytet w klanie podupadł. Straciłem miano CL’a na rzecz Arda, potem Kapsla. Odebrano mi logi do serverów i CL z Clanbase. To był koniec. Potem jeszcze często grałem z HEROES i do dziś zdarza mi się przyciąć klanówkę, ale to już nie to, co kiedyś. Old times will never die ale i tez never returns.
Chudy_Ed : Dlaczego tak się stało? Przecież nikt z dnia na dzień nie wywala swojego CL'a z klanu? :/
Rudolf Hess : CL’a zabrano mi za wieczne awantury, które robiłem na serverach, byłem znany jako mr.Kick . Wywalałem wszystkich z serverów za byle gówno. Pamiętam że kickałem Aliena, choćby za to, że był Alienem i pisał mi cześć z malej litery. Byłem głupi, więc mnie ukarali. Mimo ze płaciłem składki za server, już władzy nie odzyskałem.
Chudy_Ed : Szczerze powiedziawszy, dosyć sceptycznie podszedłem do rozmowy z Tobą. Jestem za młody stażem, aby nawiązać z Tobą dyskusję na temat SH. Na koniec jedna rzeczy : "hess najwiekszy gnoj sceny. stary pijak ktoremu "stara rzucala meblami jak sie nachlala" ile to juz czasu minelo. hahaha" <---------- cytat z forum TFP jegomościa Ilusiona aka Fileta. Niestety, na polskiej scenie jesteś znany z tej gorszej strony. Ciągłe wyzwiska, zachowania poniżej krytyki. Nie muszę chyba wspominać o jednym ze zdjęć na Etaku - oddanie moczu na kartkę z napisem Tufast. Czy naprawdę jesteś kawałem skurwysyna, czy po prostu nakładasz maskę? Ale po co? Aby zyskać respekt wśród graczy? A może byłeś (i może jesteś) zakompleksionym człowiekiem, który odnalazł sposób na odreagowanie stresów życia codziennego na durnej grze komputerowej?
Rudolf Hess : Nie. Jestem spokojnym gościem, swego czasu oddany klanowi i chętnym do współpracy. Jednak zawsze ma się jakichś wrogów. Moimi zawsze byli 2fast4u. Po prostu nie lubię tego klanu. Jest tam paru gości, z którymi czasem grałem spary obj ,ale reszta to frajerzy. To samo myśli o nich większość klanu AK, który bardzo lubię, jak i inni gracze, ale albo wyrażają to w inny sposób, albo nie wyrażają w ogóle. Ja zazwyczaj działam pod wpływem impulsu. Szczerze mówiąc, jebie mnie Alien i życzę mu jak najlepiej ,ale jak tylko mam okazje z nim grac, zawsze ktoś sprowokuje do awantury. A to, że znany jestem z tej strony, wzięło się właśnie chyba z tego, jak wyrażam swoje opinie. Większość graczy się przyzwyczaiła, inni do dziś mnie nie znoszą, ale taki właśnie jestem i taka osoba właśnie kryje się pod moim nickiem, znanym wszystkim. Jaki bym nie był, dobry czy zły, w SH zostanę już na zawsze zapamiętany przez jednych jak skurwiel, przez innych jako dobry koleś. Tyle ile zwolenników, tyle i przeciwników. Są osoby, które lubię mniej lub bardziej, jednak do żadnej z nich nie czuję nienawiści. Po prostu nie idzie mi się z nimi dogadać, i tyle.
Chudy_Ed : Skąd wzięła się ta niechęć do klanu? Czyżby wspomniana przez Ciebie zazdrość, że ktoś potrafi być lepszy od Ciebie?
Rudolf Hess : Nigdy oficjalnie nie grałem 1 na 1 z nikim z 2fast4u. Dla mnie goście są przereklamowani i strasznie pewni siebie. Alien? Scarface? Nie robią na mnie wrażenia, przynajmniej wtedy, gdy grałem. Alien jest bardzo zapatrzony w swój klan, pamiętam jak do Clanbase CUP do 5 osobowego składu obj wziął chyba 4 osoby od siebie twierdząc, że nie ma lepszych. No cóż. hehe. Scarfejsa prawie nie znam, ale gość jest do mnie uprzedzony, więc również nie dażę go sympatią. Grałem z nim może 3 razy w życiu, za każdym razem bardzo "sympatycznie" się o mnie wyrażał. Mimo ze mnie nie znał. No cóż, widocznie tak jest z Polakami, wyjeżdżającymi do Niemiec za chlebem. Po zarobieniu paru euro mają innych za nic.
Chudy_Ed : Hmm... Zastanawia mnie pewna idea. Jeżeli zorganizowano mecz pt. "Old school (c) Rudolf Hess" vs "New school (c) ja" , każdy team wybrałby po 2 mapy na swój tryb i swoje ustawienia. Jaki skład wybrałbyś dla swojej drużyny i jaki tryb gry/mapy. Ostatecznie, proszę o przybliżony wynik i przebieg meczu^^
Rudolf Hess : Jeśli miałby to być TDM, zabieram Deltę, Sebę vel Funmana, ale za jego czasów świetności, bo teraz to już trup hehe, wziąłbym jeszcze Mr. Too fasta z AK. Prawdopodobnie tez górala Bake'a. Z nowych, nie wiem, kto jest dobry, ale kto by to nie był, na zasadach tdm nie ma ludzi, którzy by wyszli nawet na plus z tą ekipą. Zakładając 100% biegania bez campienia tak lubianego przez nowych graczy, zmiatamy ich z powierzchni ziemi. TDM należy do Old Schoolów i wszyscy dobrze o tym wiemy : )
Chudy_Ed : Chyba zwieńczeniem działalności polskiej sceny byłoby zrealizowanie takiego przedsięwzięcia, nakręcenia z niego demka i wysyłanie potomnym. Obstawiam jednak, że to zbyt wiele jak na jeden raz:)
Rudolf Hess : Też tak uważam. To było by piękne, jednak jest to chyba nie do zrealizowania. Myślę, że scena SH powinna zostać zapamiętana taką, jaka była za czasów świetności. Nie ma sensu teraz wyłaniać, kto był najlepszy. Wszyscy jesteśmy graczami i gramy i jesteśmy dla siebie, najważniejszy jest FUN, dopiero potem punkty i złote kalesony.
Chudy_Ed : I tym miłym akcentem zakończmy naszą rozmowę. Czy masz ochotę powiedzieć coś na koniec?
Rudolf Hess : Chce podziękować ci za zaproszenie mnie do wywiadu i tym samym włączenie mnie do osób najbardziej znanych na polskiej scenie SH. Niezależnie od komentarzy na forum po tym wywiadzie, pozdrawiam wszystkich Old Schoolowcow jak i nowych graczy, którzy nadal grają i sprawiają, że nasza gra nadal żyje, i jeszcze trochę pewnie pożyje.
Chudy_Ed : Ja również dziękuję, rozmowa z Tobą była dla mnie niezwykła przyjemnością. Dziękuję i życzę powodzenia w przyszłości, tak tej medycznej, jak i tej "gierowej"
Rudolf Hess : Dzieki. Narazie. |
|
Post został pochwalony 0 razy
Ostatnio zmieniony przez Chudy_Ed dnia Sob 1:38, 20 Sty 2007, w całości zmieniany 1 raz
|
|
|
|
|